niedziela, 7 czerwca 2015

Czy wiecie co wam drapie w ścianach? - N. Gaiman "Wilki w ścianach"

MAG 2004
Kiedyś nie było dla nas większej różnicy czy mamy do czynienia z jawą, czy snem. Kiedyś rozbudzona wyobraźnia wyznaczała ścieżki myślom, które rozumiała tylko ulubiona zabawka. Neil Gaiman wypełnił je tajemnicą i strachem, zagęszczając ich aurę od słowa do słowa. Podczas lektury oniryczny świat porywa naszą fantazję i…


Historia zaczyna się niewinnie. Mama robi domowy dżem, ojciec gra na tubie, brat ma swój świat i gry video, a główna bohaterka przykładnie pamięta o tym, by umyć zęby przed snem. Ot, zwykła rodzina. Stary dom, w którym mieszkają jej członkowie, to symfonia niezidentyfikowanych dźwięków, które nocą stają się wręcz namacalne. Lucy jest pewna, że dźwięki dochodzące ze ścian to efekt działalności Wilków. Jej mama uważa, że to myszy, ojciec że szczury, a brat że nietoperze. Nikt jej nie wierzy (poza pluszową świnką, która mówi - bo jakby mogło być inaczej?). Domownicy, mimo iż nie wierzą dziewczynce, jak mantrę powtarzają, że jeśli to naprawdę wilki, to gdy zdecydują się wyjść ze ścian, to już będzie koniec. Podświadomie czują zagrożenie, ale je ignorują je - wypierają podszepty intuicji. Wilki oczywiście postanawiają zaznaczyć swoją obecność i wychodzą ze ścian. Koniec jednak nie następuje. Rodzina owszem wyprowadza się: woli bowiem zamieszkać w domu bez ścian, balonie, chmurze, na biegunie lub Saharze - byle tylko z dala od niebezpiecznych stworów. Poza tym nic strasznego się jednak nie dzieje ( o ile utrata domu na rzecz drapieżników, to nic strasznego). Nikt nic nie robi, do czasu gdy Lucy nie bierze spaw w swoje ręce. Dzięki jej determinacji odzyskują dom. Dziewczynka – dziecko odnosi tutaj zwycięstwo. A to nie pozostaje bez znaczenia. Utwór ten nabiera dzięki temu charakteru baśni inicjacyjnej, odgrywającej kluczową rolę w procesie indywidualizacji dziecka*.  

Czy to się komuś podoba czy nie bajki mają morały. Ma go nawet taka, którą określa się mianem horroru i nie poleca się dzieciom – nie rozumiem przewrażliwionych rodziców. Dzieci nie hoduje się pod kloszami pełnymi różowych, puchatych chmurek. Nie będę się tutaj jednak zagłębiać w zagadnienia psychologii rozwoju. Najważniejsze, że mistrz Gaiman wie, co robi. Przecież każdy maluch ma jakiegoś stracha w szafie, albo potwora pod łóżkiem. A jak wiemy, strachy i stwory sycą się przerażeniem, lubią lęk (najlepiej wytłumaczono to w bajce "Potwory i Spółka"). Rodzice muszą dokonać wyboru: lepiej udawać, że potworów tam nie ma (ale dziecko wie, że są), nabijać rachunki za prąd zapalonymi lampkami, czy pokazać, że nawet, gdy Bogeyman już zapanuje nad naszym mieszkaniem, to można się go łatwo pozbyć? Wystarczy przecież tylko go PRZEGONIĆ!! Zwłaszcza, że to co nas tak bardzo przeraża okazuje się, jak w przypadku wilków, oglądać telewizję, jeść popcorn i truskawkowy dżem, spać w skarpetkach i niesfornie zjeżdżać po poręczach…Uwolnione lęki i koszmary przestają spełniać swoją funkcję. Wyobrażenia okazują się być straszniejsze od rzeczywistości. A rzeczywistości można stawić czoła. Namacalne, zwykłe wilki przestają być groźne.

Podobała mi się prostota rysunków w „Oddzie i Lowodych Olbrzymach”, ale ilustracje „Wilków w ścianach” urzekły mnie nie tylko prostotą, ale dodatkowo swoim mrokiem i niepokojem. Są wprost nie do opisania. Dave McKean, który współpracował już z Gaimanem, dał z siebie, to co najlepsze. Zmysły czytelnika pobudzają również narastające lękiem dźwięki, odzwierciedlone kształtem i wielkością słów. Klimat tajemnicy i strachu jest bliższy konwencji horroru niż typowej bajeczki. Fabuła tego bajko-komiksu skierowana jest, mimo to, do młodszego czytelnika. Jeśli bowiem w dzieciństwie nauczymy się, że należy walczyć o siebie i o to, co dla nas ważne, to i w dorosłym życiu nie będziemy się bali sięgać po swoje cele.

A więc co wam drapie w ścianach?? Stawicie temu czoła?






* Jak twierdził Bruno Bettelheim, baśnie pozwalają dzieciom nadać kształt ich lękom i, co ważniejsze, pokazują, że tego potwora można pokonać. Tak stało się i w tym przypadku. Potwory przyjęły konkretną postać, a tej postaci można było się już pozbyć. Nie narzucajmy więc dzieciom naszej jednostronnej formy myślenia i pozwólmy im czytać baśnie.

Wartości edukacyjne
Książka pokazuje, że nie ma takiej zmory na którą nie znajdzie się sposobu, nie wolno nigdy rezygnować.
4/6
Koszmarkowatość
Wilki są naprawdę paskudne. Na dodatek dzieci zostają pozbawione dachu nad głową, tracą poczucie bezpieczeństwa, a rodzice nie mogą nic na to poradzić. Fabuła mocno oddziałuje na psychikę. Bywa mrocznie i bardzo cicho…
5/6
Estetyka
Każdy rysunek jest nasączony niepokojem; stonowane barwy i oszczędność formy mieszają się z krzykiem zawartego w nich emocjonalnego ładunku.
6/6
Pomysłowość
Potwory wychodzą ze ścian domu, który stanowi azyl – to nie nowy pomysł, ale Gaiman ubrał go jednak w dość oryginalny kostium.
4/6
Dostosowanie do wieku
Tekst dopasowany do samodzielnego czytania. Można pokazać ją już najmłodszym dzieciom.
6-7
8-9



            Tekst ukazał się w ramach coniedzielnego cyklu "Małe potworki" na Okiem na Horror 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz