Nat
wymarzył sobie szczeniaczka. A od czego są dziadkowie, jeśli nie od
rozpieszczania wnuków i spełniania ich zachcianek? Mick,
dosyć ekscentryczny, wiekowy hippis, postawił więc sobie za punkt honoru, że
spełni pragnienie chłopca. Niestety oglądany przez nich pies - którego, nie
ukrywajmy, dotychczasowy właściciel w podejrzany sposób próbuje się pozbyć -
nie jest ani młodziutki, ani ładny, ani słodki. To białe, wyleniałe, cuchnące i
nieproporcjonalne psisko, któremu daleko do puchatej kuleczki. Przypominający
bardziej białego wilka niż psa stwór ma jednak coś bardzo szczególnego w
spojrzeniu, coś co powoduje, że Nat nie ma wątpliwości, że właśnie jego chce
zabrać do domu. I chociaż reszta rodziny nie podziela pewności chłopca, Woody
trafia pod dach Carverów.
czwartek, 11 sierpnia 2016
sobota, 18 czerwca 2016
Szkoła jest do bani? - "Tajemnicze Dziecko"
Aż dziw bierze, że Tajemnicze Dziecko ponad wiek musiało
czekać na przekład na język polski. Zwłaszcza że Ernest Teodor Amadeusz Hoffmann,
autor Dziadka do orzechów i Króla Myszy, na początku dziewiętnastego
wieku mieszkał w Warszawie, a jego żoną była Polka, Marianna Tekla Michalina Rohrer
- Trzcińska, którą zdrobniale nazywał Misią (Mischą). Widać to nie wystarczyło
i nikt nie zainteresował się bliżej kolejnym z baśniowych utworów, które wyszły
spod pióra niemieckiego pisarza.
Pierwszy przekład tej powstałej
w 1817 roku literackiej perełki na język obcy (szwedzki) miał miejsce już w
1821 roku. Tłumaczenia na język polski podjęła się dopiero w 1923 Zofia
Modrzewska – Schiller, a następnie w 1926 roku Józef Kramsztyk. Oba są praktycznie
niedostępne i - co tu dużo mówić - kompletnie nieudane. Na szczęście w 2014
roku Wydawnictwo Media Rodzina pokusiło się o wydanie tej zapomnianej baśni w
przekładzie Elizy Pieciul – Karmińskiej. Dzięki niej możemy odkryć piękno tego
ponadczasowego tekstu.
Magia Tajemniczego dziecka polega na tym, że to
lektura pełna zakamarków interpretacyjnych - taki swoisty rezerwuar możliwych
sensów. Zanim jednak skupimy się na kolejnych kluczach potrzebnych do
zrozumienia tekstu, warto zatrzymać się na chwilkę na początku opowieści. Wszystko
zaczyna się tutaj bowiem od przyjazdu kochanej rodzinki. Najwyraźniej nigdy nie
było inaczej, że z nią najlepiej to wychodzi się tylko na zdjęciach…
piątek, 4 marca 2016
Jeśli nie słuchasz mateczki, nie dostaniesz bułeczki… - "Miodunka"
Nie wiem czy znacie makabreski
Bohdana Butenko. Dziś jego twórczość wydaje się odbiorcy dosyć śmieszna, jeśli
jednak wyobrazimy sobie, że czytano ilustrowane przez niego wierszyki dzieciom, to ciarki
przechodzą po plecach. To z czym spotykamy się w Wesołej gromadce nawet dla nieprzewrażliwionych matek wyda się zbyt brutalne (chociaż
może się mylę). Za przykład niech posłuży historia nieszczęsnego Julka. Otóż
Julek lubił ssać kciuki. Mama mając już tego dosyć postraszyła chłopca, że
jeśli nie przestanie to przyjdzie krawiec i nożycami odetnie mu paluchy.
Oczywiście Julek nie wytrzymał i jego kciuki szybko znów wylądowały w buzi. I
chociaż dorośli często rzucają słowa na wiatr, to tym razem mama mówiła prawdę.
Nie trzeba było długo czekać, aby z hukiem do mieszkania wpadł krawiec i
„uciachał” palce przerażonemu chłopcu: Julek
w krzyk a krawiec rzecze: - Tak z nieposłuszeństwa leczę. Mama zadowolona z
takiego obrotu sprawy w nagrodę daje krawcowi ciasteczka, a biedny, okaleczony
chłopiec obchodzi się smakiem: Płacze
Julek żal niebodze. A paluszki na podłodze. Nie wiem jak wasze wrażenia,
ale po wysłuchaniu takiej historii moje palce raczej już nigdy nie
powędrowałyby w stronę buzi…. Gdy będziecie przyglądać się ilustracjom sporządzonym
do tej historii, zwrócicie uwagę na elementy przeznaczone tylko dla dorosłych
(żeby też coś mieli z czytania). Bez obaw, dzieci zawartych w nich aluzji nie
zrozumiały - trzeba jednak przyznać, że wraz z treścią i puentą zbudowały one
dosyć śmiałą całość.
Także Khoa Le w swoich
książeczkach dla dzieci straszy konsekwencjami niewłaściwych zachowań. Nie jest jednak tak okrutna jak Butenko. Jej bohaterów owszem
również spotykają srogie kary za nieposłuszeństwo: a to ocean łez (Beksa,
tekst TUTAJ),
a to chcące się zaprzyjaźnić gigantyczne zarazki (Szymek brudas, tekst TUTAJ),
a to drzewo, które wyrosło na głowie (Potraganiec, tekst TUTAJ)
– ale w jej magicznym świecie nie ma rzeczy nieodwracalnych, dlatego dzieci
zawsze dostają drugą szansę i nikt ich trwale nie okalecza.
środa, 10 lutego 2016
Hoolywoodzki uśmiech szkieletorka – „Ignatek szuka przyjaciela”
Jak to
jest spotkać szczerbatego szkieletorka, który zgrzyta kosteczkami pośród mroku? Pozornie
nie zapowiada to niczego dobrego, a jednak można się zdziwić. Nieoczekiwanie
może to być bowiem początek pięknej przygody.
Ignatek
(I–Gnatek) bo o nim mowa, jest małym sympatycznym kościotrupkiem. I jak każdy
mały kościotupek bardzo lubi się bawić. Niestety nie bardzo ma z kim. Możecie
sobie tylko wyobrazić, jak trudno jest mu znaleźć towarzysza zabaw, a sprawy
jak na złość dodatkowo komplikuje brak zęba! Ignatek zamartwia się tym,
że ostatnio jednego zgubił i przez to wygląda okropnie. A to na pewno nie
pomoże mu znaleźć przyjaciela…
niedziela, 31 stycznia 2016
Szponiarz widzi, Szponiarz wie - "Szponiarz"
Podczas lektury Szponiarza przypomniało
mi się, że pośród podwórkowych opowiastek mojego dzieciństwa, bardzo popularna
była taka o ŻÓŁTYCH OCZACH. Niestety nie pamiętam, co takiego robiły i
skąd się wzięły, ale wystarczyło o nich wspomnieć, by napędzić komuś pietra.
Zwłaszcza, gdy robiło się to po zmroku lub w piwnicach, do których – chociaż
oczywiście nie było wolno – często się zapuszczaliśmy. ŻÓŁTE OCZY były po
prostu złe i tylko czekały na to, by kogoś sobie upatrzyć i…i tutaj możecie
wstawić dowolne, byle było okropne. To chyba ich bezwzględność, która
najmocniej wryła mi się w pamięć, odróżniała je od Szponiarza. Monstrum opisane
przez Johnsona nie jest potworem, który wybiera ofiary na oślep. Chociaż jego
serce to tylko kupka pyłu, nie jest on na wskroś zły. Szponiarz powstał z
popiołów człowieka, który został spalony przez własne, chciwe dzieci - spotkało
go niewyobrażalne okrucieństwo i to z rąk najbliższych. Nic dziwnego więc, że
jego dusza nie potrafiła zaznać spokoju. Nieszczęśnik mści się więc wciąż na
złych ludziach. Jeśli nie masz jednak niczego na sumieniu - nic ci nie grozi i
możesz spać spokojnie. Poza tym nie zatracił on swojego człowieczeństwa: jest
czuły na krzywdę innych i tęskni za swoim psem.
niedziela, 27 grudnia 2015
O marzenia warto walczyć - "Rekwizytor Otto"
Powszechnie wiadomo, że
ten kto nie ma w sobie dosyć odwagi by wyruszyć w świat i stawić czoła
niebezpieczeństwom będzie wiódł jałowe życie. Leo mimo traumatycznych
przeżyć, których zdążył w swoim krótkim życiu doświadczyć, odważył się podążyć
za marzeniem i odmienił swój smutny los. Z jego postępowania wynika dla małego
czytelnika bardzo wartościowa lekcja: nie ważne, co złego nas do tej pory spotkało
i ile sami zła wyrządziliśmy, nigdy nie jest za późno na to by zawalczyć o
siebie.
niedziela, 13 grudnia 2015
Muzyka łagodzi obyczaje - "Miasteczko szeptów"
Czy
piękne miasteczko może być bardzo ponurym miejscem? Najwyraźniej tak, skoro
właśnie w takim mieszka mała Alicja. Urokliwe uliczki i schludne
domki same nie mają szans zrobić dobrego wrażenia, gdy brakuje im
najważniejszego: tętniącej życiem atmosfery. Bynajmniej nie mówimy o miasteczku
wyludnionym. Mieszkają tutaj psy – ale takie, które nie szczekają, można spotkać
i koty – które mruczą tak cichutko, że prawie w ogóle, można nawet wybrać się
na tutejszą imprezę aby posłuchać orkiestry – która nie wydaje z siebie
dźwięków - nikogo to jednak nie dziwi, nawet tutejsze gitary nie mają strun.
Wokoło panuje tak wszechmocna cisza, że chmury upodobały sobie tutejsze niebo,
jako miejsce odpoczynku. A najgorsze, że zmęczeni szeptaniem mieszkańcy
przestali ze sobą rozmawiać. Nikt się tutaj nie uśmiecha, a uczucia, które
powinny zostać wyśpiewane, na zawsze stają się niewyznaną miłością. Do uszu
przypadkowego wędrowca nie dotrze stąd przyjazny gwar - nikt nie śpiewa, nie
nuci, nie nawołuje. Pewnie więc raczej się do miasteczka nawet nie zapuści,
tylko przezornie ominie je szerokim łukiem. Jak się łatwo domyślacie:
przekleństwem tego tajemniczego miejsca jest cisza. W miasteczku obowiązuje
bezwzględny zakaz hałasowania. Niestety nikt nie pamięta jednak skąd się wziął
i dlaczego tak restrykcyjnie trzeba go przestrzegać.
poniedziałek, 30 listopada 2015
Tam gdzie kataklizm to chleb powszedni - "Starchopolis"
Strachopolis, miasto regularnie, bo raz w
miesiącu, nawiedzane przez kataklizmy - od wiewiórek mutantów po deszcz
ognistych meteorytów - i najeżdżane dosyć często przez Marsjan. W jego
trzewiach czujnie śpi nieodgadniona magia, a ulice i podziemia zamieszkują
potwory (głównie takie, które poddano resocjalizacji). Niestety nie brakuje
tutaj także takich, które ukrywając się w ludzkiej skórze (a tych z wiadomych
przyczyn resocjalizacji się nie poddaje). Poza tym, jak na szanujące się
miasto-katastrofę przystało i to ma swoje sekrety. Nie bez powodu jest więc
labiryntem, który nie lubi wypuszczać raz złapanej zdobyczy. Czyż nie jest to
idealne miejsce na przeżycie przygody życia? Jeśli tylko macie na taką ochotę:
zapraszam do lektury.
poniedziałek, 9 listopada 2015
Nie wszystko zło na co pada deszcz – „Lichotek i czarodzidło”
Do
niedawna Lichotek nie miał nikogo bliskiego. Teraz nie dość, że odzyskał
rodziców (w sumie to już dwukrotnie), mieszka z nim Niania Flanelcia i Partacz,
to jeszcze w jego życiu pojawiła się malutka Matylda. Tak
moi drodzy, dobrze przypuszczacie: familia Stubbsów się powiększyła. A jak na
rodzinę czarodziejów i mandzideł (zwłaszcza, gdy takie wykąpie się w smoczej
krwi) przystało, Matylda nie może być zwyczajnym bobasem. Po prostu nie ma
mowy! Wyjątkowość Tylci oczywiście ściągnie na naszych bohaterów sporo
kłopotów. Prawdę mówiąc one i tak wyjątkowo do nich lgnęły, więc dziewczynka
zmieni tylko ich kaliber.
poniedziałek, 26 października 2015
Czasem słońce, czasem deszcz... - "Lichotek i Dragodon"
O ile
dobrze pamiętamy Lichotek był sierotą. I to taką trochę „nie tego”. Bo kto to
widział, żeby sierocie wytykać, że śmierdzi, nie myje włosów i ścina sterczące
kłaki kuchennym nożem? Owszem bohater mieszka w koszmarnych
warunkach, jest podle traktowany przez prawnego opiekuna, ale okrzyk trwogi,
który ciśnie się na usta w związku z tą sytuacją, zostaje przez te jego tłuste
i sterczące włosy, skutecznie stłumiony. Nie mamy więc tutaj do czynienia z
żadną apoteozą cierpienia: jest strasznie i nieprzyjemnie, ale nie do końca
poważnie, ponieważ gdy czytamy o Lichotku, cały majestat związany z rolą ofiary
gdzieś pryska.
Etykiety:
10-12 lat,
13-15 lat,
16-17 lat,
8-9 lat,
Czarnoksiężnik,
Ian Oglivy,
nawiedzony lunapark,
seria o Lichotku,
smoki,
Wydawnictwo Literackie
wtorek, 13 października 2015
Karaluchy pod…lokomotywy - "Lichotek i CzarnoKsiężnik"

Lichotek
Stubbs nie ma mamy ani taty. Ma za to prawnego opiekuna – klasyczną macochę w
postaci śmierdzącego (bo niedomytego), wrednego (taka natura) Bazylego
Deptacza. Ten nie dość, że ma naprawdę paskudny charakter (chociaż
zawsssssssze mówi prawdę) i nie najlepiej wygląda (nie owijajmy w bawełnę –
budzi odrazę), to jeszcze rozsmakował się w uprzykrzaniu Lichotkowi życia. Poniża
go, ogranicza i karmi odpadkami, w momencie, gdy sam na jego oczach zajada się pączkami i popija je
różową oranżadą. Nic dziwnego, że chłopiec jest wciąż głodny i marzy o sutym,
prawdziwym posiłku.
czwartek, 24 września 2015
Magia nieszczęśliwych zakończeń /Straszne bajki dla niegrzecznych dzieci – Marcelina Kosińska/
W
przeszłości, pojawiające się w opowieściach Baby Jagi, skrzaty, potwory, smoki
w dużej mierze miały charakter dydaktyczny, wynikający z chęci popularyzacji określonych
zachowań. Z czasem owe stwory się skomercjalizowały. Współcześnie
„demony” mają przede wszystkim bawić, w mniejszym stopniu uczyć i straszyć.
Obecne potwory, raczej psocą niż stanowią realne zagrożenie, często pomagają
człowiekowi lub same pomocy potrzebują - nie sposób traktować ich więc
poważnie. Marcelina Kosińska, autorka Strasznych
bajek dla niegrzecznych dzieci, postanowiła sięgnąć do korzeni, odkurzyć
pierwotne znaczenie i funkcje strachów. Trzeba przyznać, że sam pomysł był bardzo
ciekawy (podobny do tego z książki Bajki
dla niegrzecznych dzieci i ich troskliwych rodziców słowackich autorów Dušana
Taragela i Jozefa Gertiliego Danglára), niestety jego wykonanie pozostawiło
wiele do życzenia. W osiągnięciu celu przeszkodził brak konsekwencji: obok
treści makabrycznych i przesyconych mrokiem i brutalnością, autorka umieściła
także opowieści smutne, lekkie i komiczne.
poniedziałek, 7 września 2015
Jasna strona nocy /Potwory w nocy – Pablo Muttini/
Lęk przed ciemnością to
atawizm, pamiątka, którą pozostawiła nam ewolucja. Przez setki lat nadejście
zmroku stanowiło dla człowieka zapowiedź zguby, jeśli nie zdążył się ukryć. Na szczęście,
sporo wody od tamtych czasów upłynęło i oswoiliśmy już trochę noc,
rozświetlając ją, jak tylko się da. Jednak każdy z nas doskonale zna to
uczucie, które budzi się, gdy nagle znajdujemy się poza jakimkolwiek źródłem
światła. Doznajemy wtedy zderzenia z tajemniczą, potężną siłą. Nagle
doświadczamy z całą mocą, jak jesteśmy mali i słabi. To co za dnia pospolite i
niezauważalne, nabiera zupełnie nowych kształtów i nowego wyrazu -
przerażającego zazwyczaj. Nasze zmysły, nie ma się co czarować – nie mają co
konkurować ze zwierzęcymi i najlepiej funkcjonują w świetle dnia. W nocy zmysł
wzroku, dzięki któremu pozyskujemy najwięcej informacji o otaczającym nas
świecie, staje się bezużyteczny. Nasze szanse na przetrwanie drastycznie więc
maleją. Niepokój i strach są uzasadnione – organizm słusznie zaczyna panikować,
chociaż robi to trochę na wyrost.
środa, 26 sierpnia 2015
Czytajcie i drżyjcie z przerażenia! – „Wielka Księga Strachu”
![]() |
| Media Rodzina 2008 |
„Wielka
Księga Strachu” jest rodzajem zabawy, do której młody
czytelnik zostaje zaproszony przez samego Edgara Allana Poe. Zawarte
w księdze opowieści nie mają tylko za zadanie straszyć, ale również pomagają
radzić sobie ze strachem. Wiadomo bowiem, że najbardziej boimy się tego, co
nieznane. Historie zostały podzielone więc na cztery bloki tematyczne: śmierć, choroba i szaleństwo, potęga umysłu oraz zło.
Bardzo fajne jest również wyjście, że opowiadań nie trzeba czytać po kolei. W
spisie treści zamieszczono krótkie opisy o czym jest dana historia i mały
czytelnik może sam zadecydować czy dana historia go zaciekawi, czy nie.
środa, 19 sierpnia 2015
Świat bez zwierząt /Nagle w głębi lasu - Amos Oz/
Amos Oz
to jeden z najwybitniejszych izraelskich pisarzy. Nie bez powodu: ja jestem
zachwycona wielowymiarowością i metaforycznością jego opowieści. Nagle
w głębi lasu, to baśń skierowana nie tylko do młodszego czytelnika lecz do
czytelnika w każdym wieku – takiego, który chce słuchać, ma otwarte umysł i
serce. Autor bowiem udowadnia swoim tekstem, że rzeczywistością jest nie
tylko to, co widzi oko, słyszy ucho i czego można dotknąć ręką, ale także to, co
pozostaje ukryte przed okiem i dotykiem, a ujawnia się czasami, tylko na
chwilę, temu, kto umie uważnie słuchać uszami ducha i dotykać palcami myśli.
Strach
przed nocą, strach przed lasem, strach przed przeszłością, strach przez prawdą
– strach, to uczucie które stale towarzyszy mieszkańcom wioski. Wiele
lat temu doszło tutaj bowiem do dziwnego zdarzenia: pewnej nocy wszystkie
zwierzęta zniknęły. Wiadomo tylko tyle, że winny temu jest demon Nehi. Dorośli
jednak od czasu do czasu, cicho przyznają, że to poniekąd także ich wina. Zaraz
jednak zmieniają zdanie i uparcie twierdzą, że zwierząt nigdy w wiosce nie
było. W ogóle nie istnieją! To wymysły nauczycielki, która nie ma męża, bo nikt
jej nie chciał i się jej od tego poprzewracało w głowie! Drwiną i szyderstwem
zagłuszają prawdę. Mati i Maja są inni, czują jednak, że coś tu jest nie tak,
że rodzice nie mówią im wszystkiego. Utwierdza ich w tym pewne odkrycie,
którego dokonują na jednym ze spacerów. Postanawiają wyruszyć więc do lasu i
zbadać sprawę, nie chcą dłużej żyć w kłamstwie i w lęku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












